sobota, 22 marca 2014

Rozdział V/Violetta + Tomas - "Robiłaś to dla Fran?"

~•~VIOLETTA~•~

Moja pierwsza, pełna randka! To było coś niesamowitego! Długo się na nią przygotowywałam. Chciałam, by było IDEALNIE. I tak było. Ale tak czy siak i tak nie pomogło mi rozwiązać problemu – wybrać Leona czy Tomasa.

Teraz, ciągle myśle o leónie, i o tym pocałunku.



Leon jest opiekuńczy i mnie rozumie, a Tomas...Tomas jest po prostu naturalny i delikatny, a przynajmniej stara się nim być. Każdy ma swoje zalety, ale i wady. Ale dlaczego muszą walczyć o MNIE? Jestem zwyczajną nastolatką z problemami na swoim poziomie. Szkoła, rodzina...No i tak. MIŁOŚĆ. Pierwsze zakochanie się... Tak, to pierwsze jest szczególnie magiczne. Mama też musiała wcześniej czy później też tak stwierdzić. Nie wiem. Może żadnego nie wybiorę, by nie złamać serca poszkodowanemu?
Z drugiej strony Francesca nadal (jeszcze!) kocha się w Tomasie. A Leon jest wolny. Z opowiadań moich przyjaciółek o nim chodził kiedyś z Ludmiłą. Czyli zerwał z nią dla mnie? Darzę uczuciem i Leona, i Tomasa.



A tak co do randki – była to jedna z moich najpiękniejszych chwil w życiu! Ale najbardziej mi się podobało wtedy, gdy mnie pocałował.
Leon wyglądał trochę smutnego. Zapewne myślał, że mi się to wcale nie pociągało. Tłumię w sobie emocje. W głowie miałam burzę uczuć: szok, szczęście... A z twarzy – szok. Tylko i wyłącznie.
Opowiadałam ze wszelkimi szczegółami Angie, mojej opiekunki, która chciała wszystko wiedzieć.

- I... Pocałował mnie.
- Żartujesz?
- Nie, to nie jakiś dowcip.
- Co wtedy czułaś? Pierwszy całus to coś...Coś niezapomnianego i ekscytującego!
- Szczęście, spokój, szok – Moje oczy się raptownie rozszerzyły.
- Fajnie było?
- Bardzo! Zachowywaliśmy się naturalnie i to było fajne!
- Cieszę się. Dobra, to idę, nie przeszkadzam ci. Jak czegoś potrzebujesz, zawołała mnie. Okej?
- Okej – Uśmiechnęłam się.
Chwilkę rozważałam rożne myśli kłębiące się w mojej głowie, gdy nagle odezwał się dzwonek z mojego telefonu.
Spojrzałam w wyświetlacz. To był Leon.
- Hej – przywitałam się – Coś się stało?
- Nie, nic. Chciałem się ciebie zapytać...
- Tak?
- Czy podobała ci się nasza randka? Bo byłaś trochę przybita.
- Leon, mi się bardzo podobała, tylko mam taki problem, że po prostu czasem tłumię niektóre moje uczucia.
- Aha. Już myślałem, że...
- Co sądziłeś?
- Że coś zrobiłem nie tak i chciałem się przeprosić.
- Ale było świetnie! Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy! Cześć!
- Pa!
Rozłączyłam się, a potem o dzisiejszym dniu pisałam w swoim sekretnym pamiętniku.
Muszę zapytać się Violetty, dlaczego wczoraj odmówiła z randki. Coś zrobiłem źle? A może to Leon jej coś namieszał w głowie? Trzymałem w ręku telefon i rozważałem: albo zadzwonić do niej, albo zapytać ją wprost? W końcu zrezygnowałem ze dzwonienia i poszedłem prosto do Studia.
Violettę spotkałem na korytarzu. Rozmawiała z Camillą. Ciekawe, gdzie jest Fran?
- Violetta? Możemy porozmawiać?
- Czemu nie? Cami, spotkamy się pod salą do tańca, okej?
- Dobra – Camilla wzięła swoją torbę i znikła na końcu korytarza.
- Coś się stało? - zapytała Violetta.
*Tomas*
- Chciałem cię spytać...dlaczego wtedy odmówiłaś? Robiłaś to dla Fran?
- Njeee... Nie o to chodzi...Ja...No bo... Nie mogłam.
- Dlaczego? - drążyłem temat.
- Violetta? - głos należał do Leona – Znowu cię męczy?
Leon spełniał obowiązki ochroniarza, a nie przyjaciela.
- Nie, sama chcę to załatwić – Violetta wzięła sprawy w swoje ręce.
- Na pewno?
- Na pewno. A teraz chcę pogadać w cztery oczy z Tomasem...
- Okej – Jego spojrzenie było zimne, ale tylko dla mnie. Dla Violi było zawsze otwarte i miłe.
Gdy już odszedł, Violetta zaczęła się tłumaczyć. Mówiła coś o braku wolnego czasu, o tym, że ojciec je nie puści... W końcu nie chciało mi się tego słuchać. Powodem był Leon, a nie brak wolnego czasu.

* * *
Po lekcjach zaczepiła mnie Fran.
- Hej, coś taki ponurak? Jest słoneczko, cieplutko, a ty chodzisz z czarną chmurą nad sobą!
- Szkoda gadać! - machnąłem ręką.
- Ej. Jestem twoją przyjaciółką, nie? Możesz mi mówić o wszystkim!
Gdy przedstawiłem jej dzisiejsze zdarzenie, Francesca powiedziała:
- No, ale woli jego, to nie powinieneś się mieszać. Znajdziesz sobie jeszcze jakaś dziewczynę, chyba, że chcesz wstąpić do zakonu.
- Ty umiesz mnie rozśmieszyć! - parsknąłem śmiechem – Zostaniesz moim rozśmieszaczem, co ty na to?
- Okej, mi to pasuje. Idziemy do Resto?
- Tak, chodźmy - Fran pokiwała głową.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz