~•~CAMILA~•~
Zauważyłam Fran i Violę po pewnym czasie, gdy rozmawiały przy sali Gregoria.
- Najlepsze są lekcje Angie – powiedziała Violetta.
- Tak, i Beto, chociaż jest trochę dziwny – Fran skrzywiła się.
- Cześć! - przywitałam się z dziewczynami.
- Hej, Cami
- Cześć!
- Wiecie, gdzie jest Maxi? Nigdy nie opuszcza zajęć! Szczególnie z tańca!
- Nie, nie widziałyśmy go. A coś się stało? - zaciekawiła się Fran Oby nie wymyślała kolejnych miłosnych historii!
Powiedział mi, zamierza zrobić kawał Ludmile. Jeszcze nie wiem jaki, ale bardzo chciałam go zobaczyć! - rozejrzałam się po korytarzu.
- Tam jest! - wskazała Violetta.
Maxi stał ukryty za Ludmiłą i miał paczkę tego „świństwa” – paszy dla świń. Wziął garść w rękawiczkę i wsypał jej do torby, która stała przy oknie. Potem pokazywał nam jakieś znaki. Chodziło mu o zadzwonienie do Ludmiły. Wzięłam komórkę z kieszeni spodni i wystukałam numer do Ludmiły. Gdy Ludmiła podeszła do torby, Maxi zdążył uciec.
- Aaaaaa! - wydarła się Ludmiła – Naty! Chodź tu szybko! Naty! Zabiję tego, kto do mnie dzwonił!
Viola i Fran popatrzyły na nią z niepokojem, a ja się uśmiechnęłam i szepnęłam : Mam numer zastrzeżony.
Gdy Ludmiła zniknęła już z Naty, Maxi pochwalił mnie : Dobra robota.
- Nie ma sprawy! Chociaż mogłeś wymyślić coś fajniejszego – puściłam do niego oko. On już wiedział co.
Poszliśmy razem na lekcje Gregoria, który jak zwykle wyżywał się na Tomasie.
* * *
Po lekcjach poszliśmy z Braco, Fran i Maxim do RestoBand'u. Maxi opowiadał o sercowych rozterkach, Fran paplała o Tomasie. Tylko z Braco mogłam trochę pogawędzić. Wtedy przyszedł do nas Luca, brat Francescy i zapytał, co chcemy zamówić.
- Poproszę sok z pomarańczy – powiedziała Fran.
- Ja wodę truskawkową – poprosiłam.
Chłopcy zamówili koktajl ananasowy. Potem, gdy Luca przyszedł do nas z napojami zaprosił:
- Jeśli chcecie, możecie...
- Nie, Luca – zawołała Fran – Nie będziesz na nas zarabiał!
- Francesca, smettila!
- No! In primo luogo, stai dicendo che non devoandare al College 21 e ora si vuole noi a cantare! E può fare soldi su soldi! - krzyknęła Francesca po włosku.
- Non gridare Fran! Le persone guardano! Spaventando i miei clienti!
- E 'una buona cosa!
Luca prychnął i wziął pieniądze za napoje. Nigdy nie rozumiałam kłótni Fran i Lucy; co z tego, że są po włosku, nie ogarniam o jakie głupoty się kłócą! Nagle mignęła mi zza futryny sylwetka Violetty. Ciekawe dokąd idzie? Nie weszła do Resto, może idzie do parku?
*Leon*
Poszedłem z Violą do parku. Dzisiaj miała być nasza pierwsza „randka”, ale nazywana przez mojego ojca randewu. Z nim zawsze jestem szczery, jest nie tylko moim rodzicem, ale i przyjacielem.
Usiedliśmy na pierwszej lepszej ławce i chowając kwiaty za plecami, zapytałem:
- Jakie kwiaty lubisz?
- Najlepsze są lekcje Angie – powiedziała Violetta.
- Tak, i Beto, chociaż jest trochę dziwny – Fran skrzywiła się.
- Cześć! - przywitałam się z dziewczynami.
- Hej, Cami
- Cześć!
- Wiecie, gdzie jest Maxi? Nigdy nie opuszcza zajęć! Szczególnie z tańca!
- Nie, nie widziałyśmy go. A coś się stało? - zaciekawiła się Fran Oby nie wymyślała kolejnych miłosnych historii!
Powiedział mi, zamierza zrobić kawał Ludmile. Jeszcze nie wiem jaki, ale bardzo chciałam go zobaczyć! - rozejrzałam się po korytarzu.
- Tam jest! - wskazała Violetta.
Maxi stał ukryty za Ludmiłą i miał paczkę tego „świństwa” – paszy dla świń. Wziął garść w rękawiczkę i wsypał jej do torby, która stała przy oknie. Potem pokazywał nam jakieś znaki. Chodziło mu o zadzwonienie do Ludmiły. Wzięłam komórkę z kieszeni spodni i wystukałam numer do Ludmiły. Gdy Ludmiła podeszła do torby, Maxi zdążył uciec.
- Aaaaaa! - wydarła się Ludmiła – Naty! Chodź tu szybko! Naty! Zabiję tego, kto do mnie dzwonił!
Viola i Fran popatrzyły na nią z niepokojem, a ja się uśmiechnęłam i szepnęłam : Mam numer zastrzeżony.
Gdy Ludmiła zniknęła już z Naty, Maxi pochwalił mnie : Dobra robota.
- Nie ma sprawy! Chociaż mogłeś wymyślić coś fajniejszego – puściłam do niego oko. On już wiedział co.
Poszliśmy razem na lekcje Gregoria, który jak zwykle wyżywał się na Tomasie.
* * *
Po lekcjach poszliśmy z Braco, Fran i Maxim do RestoBand'u. Maxi opowiadał o sercowych rozterkach, Fran paplała o Tomasie. Tylko z Braco mogłam trochę pogawędzić. Wtedy przyszedł do nas Luca, brat Francescy i zapytał, co chcemy zamówić.
- Poproszę sok z pomarańczy – powiedziała Fran.
- Ja wodę truskawkową – poprosiłam.
Chłopcy zamówili koktajl ananasowy. Potem, gdy Luca przyszedł do nas z napojami zaprosił:
- Jeśli chcecie, możecie...
- Nie, Luca – zawołała Fran – Nie będziesz na nas zarabiał!
- Francesca, smettila!
- No! In primo luogo, stai dicendo che non devoandare al College 21 e ora si vuole noi a cantare! E può fare soldi su soldi! - krzyknęła Francesca po włosku.
- Non gridare Fran! Le persone guardano! Spaventando i miei clienti!
- E 'una buona cosa!
Luca prychnął i wziął pieniądze za napoje. Nigdy nie rozumiałam kłótni Fran i Lucy; co z tego, że są po włosku, nie ogarniam o jakie głupoty się kłócą! Nagle mignęła mi zza futryny sylwetka Violetty. Ciekawe dokąd idzie? Nie weszła do Resto, może idzie do parku?
*Leon*
Poszedłem z Violą do parku. Dzisiaj miała być nasza pierwsza „randka”, ale nazywana przez mojego ojca randewu. Z nim zawsze jestem szczery, jest nie tylko moim rodzicem, ale i przyjacielem.
Usiedliśmy na pierwszej lepszej ławce i chowając kwiaty za plecami, zapytałem:
- Jakie kwiaty lubisz?
- Lilie, coś w tym rodzaju – odpowiedziała zmieszana i ukradkowo patrzyła na jedną schowaną rękę.
- To dobrze wybrałem! - zawołałem, uśmiechając się do Violetty. Podarowałem jej kwiaty, a ona wyjąkała „Nie trzeba było”.
- Eee tam. Mogłem wziąć inne kwiaty, ale chciałem ci zrobić przyjemność i kupiłem lilie, które uwielbiasz.
- Dziękuję... Bardzo ładnie pachną. Postawię sobie w pokoju.
Później gadaliśmy o najrozmaitszych rzeczach, gdy nagle Violetta zauważyła łabędzia przepływającego koło stawu.
- Zobacz, jaki ładny. Łabędzie to piękne stworzenia. Trochę o nim czytałam. Wiążą się...
- ...na całe życie? Moja matka uwielbia te ptaki – dokończyłem.
- Och, ja też!
Violetta spojrzała na pobliskie drzewo. Odwróciłem się, by zobaczyć, co tam jest. Później, gdy się okazało, że nic, spytałem:
- Czy coś...?
- Nie, nic...-pokręciła głową.
Wiedziałem, że coś jest nie halo, ale wolałem tego nie drążyć.
- Zamknij oczy – poprosiłem.
- Po co? - przechyliła trochę głowę w lewo, uśmiechając się przy tym.
- Bo proszę – odpowiedziałem stanowczo.
- Okej – Violetta posłusznie zamknęła oczy.
- Wyobraź sobie kogoś, kto zawsze się słucha.
Dziewczyna pokiwała głową, dając znak, żeby kontynuował.
- I jest przy tobie...
Czekała na ciąg dalszy, a ja wtedy się zbliżyłem i ją pocałowałem. Pocałunek nie należał do najkrótszych, ale też nie dla burzliwych. Był – po prostu. Violetta mnie na szczęście nie odrzuciła – jakie to miłe uczucie! A jednak czuje to samo, co ja do niej!
Dziewczyna była widocznie zmieszana zaistniałym zajściem i kurczowo trzymała swój pamiętnik.
- Chciałabyś popływać łódką? - zaproponowałem.
- Tak, czemu nie? A na dzisiaj to wszystko zaplanowałeś?
- Pokiwałem głową, a Viola stwierdziła, że ciągle ją zaskakuję. To było trochę prawdą.
Dzień spędziliśmy bardzo przyjemnie. Śmialiśmy się z siebie i wygłupialiśmy. Nie obowiązywały żadne zasady. Ta randka była jedna z najlepszych! A najbardziej cieszyłem się z tego, że zdołałem zrobić to, co od kilku miesięcy chciałem dokonać. Chociaż Viola niezbyt była rozpromieniona. Jutro się jej o to zapytam. Może wcale jej się to nie podobało?
- To dobrze wybrałem! - zawołałem, uśmiechając się do Violetty. Podarowałem jej kwiaty, a ona wyjąkała „Nie trzeba było”.
- Eee tam. Mogłem wziąć inne kwiaty, ale chciałem ci zrobić przyjemność i kupiłem lilie, które uwielbiasz.
- Dziękuję... Bardzo ładnie pachną. Postawię sobie w pokoju.
Później gadaliśmy o najrozmaitszych rzeczach, gdy nagle Violetta zauważyła łabędzia przepływającego koło stawu.
- Zobacz, jaki ładny. Łabędzie to piękne stworzenia. Trochę o nim czytałam. Wiążą się...
- ...na całe życie? Moja matka uwielbia te ptaki – dokończyłem.
- Och, ja też!
Violetta spojrzała na pobliskie drzewo. Odwróciłem się, by zobaczyć, co tam jest. Później, gdy się okazało, że nic, spytałem:
- Czy coś...?
- Nie, nic...-pokręciła głową.
Wiedziałem, że coś jest nie halo, ale wolałem tego nie drążyć.
- Zamknij oczy – poprosiłem.
- Po co? - przechyliła trochę głowę w lewo, uśmiechając się przy tym.
- Bo proszę – odpowiedziałem stanowczo.
- Okej – Violetta posłusznie zamknęła oczy.
- Wyobraź sobie kogoś, kto zawsze się słucha.
Dziewczyna pokiwała głową, dając znak, żeby kontynuował.
- I jest przy tobie...
Czekała na ciąg dalszy, a ja wtedy się zbliżyłem i ją pocałowałem. Pocałunek nie należał do najkrótszych, ale też nie dla burzliwych. Był – po prostu. Violetta mnie na szczęście nie odrzuciła – jakie to miłe uczucie! A jednak czuje to samo, co ja do niej!
Dziewczyna była widocznie zmieszana zaistniałym zajściem i kurczowo trzymała swój pamiętnik.
- Chciałabyś popływać łódką? - zaproponowałem.
- Tak, czemu nie? A na dzisiaj to wszystko zaplanowałeś?
- Pokiwałem głową, a Viola stwierdziła, że ciągle ją zaskakuję. To było trochę prawdą.
Dzień spędziliśmy bardzo przyjemnie. Śmialiśmy się z siebie i wygłupialiśmy. Nie obowiązywały żadne zasady. Ta randka była jedna z najlepszych! A najbardziej cieszyłem się z tego, że zdołałem zrobić to, co od kilku miesięcy chciałem dokonać. Chociaż Viola niezbyt była rozpromieniona. Jutro się jej o to zapytam. Może wcale jej się to nie podobało?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz